Asystencja osobista to jedna z tych reform, które brzmią technicznie, ale w praktyce decydują o codziennym życiu: o wyjściu z domu, dojeździe do pracy, zrobieniu zakupów, studiach czy zwykłej obecności w świecie poza czterema ścianami. Projekt ustawy Lewicy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami ma właśnie to zmienić: zastąpić doraźne programy stałym, przewidywalnym systemem wsparcia. W tym tekście wyjaśniam, co dokładnie proponuje Lewica, czym ta wersja różni się od rządowej i dlaczego wokół tej sprawy wciąż toczy się tak twardy spór.
Najważniejsze informacje o projekcie
- Projekt został złożony w Sejmie 16 października 2025 r. wspólnie przez Lewicę i Polskę 2050, jako odpowiedź na przeciągające się prace rządu.
- To ma być stały system asystencji osobistej, a nie kolejny roczny program zależny od lokalnych naborów i politycznego kalendarza.
- W publicznych zapowiedziach pojawiał się przedział 13-65 lat, a sam projekt został rozpisany etapami i oparty na ocenie potrzeb oraz punktach wsparcia.
- Usługa ma być bezpłatna i oparta na wyborze asystenta oraz realizatora przez samą osobę z niepełnosprawnością.
- Według gov.pl rządowy projekt przewiduje ponad 47 mld zł do 2035 r. i ma objąć docelowo około 100 tys. osób oraz nawet 500 tys. ich bliskich.
- W 2026 r. Sejm pracuje nad trzema wersjami przepisów naraz, więc najważniejsze decyzje dopiero zapadają.
Dlaczego ten projekt powstał właśnie teraz
Gdy patrzę na ten temat politycznie, widzę przede wszystkim próbę wyrwania asystencji osobistej z logiki „na chwilę i na próbę”. Dotychczas wsparcie działało głównie w ramach programów czasowych, różniących się między regionami, z ograniczoną liczbą godzin i bez gwarancji ciągłości. Dla osób z niepełnosprawnościami oznaczało to jedno: pomoc była, ale nie była pewna.
Właśnie dlatego Lewica razem z Polską 2050 złożyła własny projekt poselski. To był ruch polityczny, ale nie tylko polityczny. To była też próba wymuszenia, by rządowy temat nie zniknął w uzgodnieniach między resortami i sporach o koszty. W praktyce chodzi o pytanie bardzo proste: czy państwo chce traktować asystencję osobistą jako fundament niezależnego życia, czy nadal jako usługę „na marginesie” systemu.
W 2026 r. sprawa jest już na etapie sejmowym, a podkomisja nadzwyczajna pracuje równolegle nad trzema projektami: prezydenckim, rządowym i poselskim. To ważne, bo oznacza, że debata przestała być wyłącznie deklaracją z konferencji prasowych. Teraz spór dotyczy konkretów: kto dostanie wsparcie, od kiedy, na jakich zasadach i za jakie pieniądze. I właśnie dlatego warto zobaczyć, co dokładnie zapisano w poselskiej wersji.

Co zakłada poselska propozycja Lewicy i Polski 2050
Najkrócej: projekt ma stworzyć systemową asystencję osobistą, czyli indywidualne wsparcie w codziennych czynnościach, poruszaniu się, pracy, nauce i uczestnictwie w życiu społecznym. To nie jest zasiłek ani świadczenie pieniężne. To usługa, w której najważniejsza jest autonomia osoby korzystającej ze wsparcia.
W komunikacji politycznej pojawiał się przedział 13-65 lat, ale harmonogram wdrożenia zapisano etapami. Z dostępnych materiałów wynika, że pierwsza faza obejmowała osoby w wieku 18-65 lat z najwyższym poziomem potrzeby wsparcia, a dopiero później system miał się rozszerzać na kolejne grupy, w tym młodszych użytkowników. To rozwiązanie ma sens tylko wtedy, gdy nie zamienia się w trwałą selekcję „kto zasługuje wcześniej, a kto później”.
W praktyce projekt opiera się na kilku filarach:
- indywidualna ocena potrzeb - liczba godzin ma wynikać z realnej sytuacji osoby, a nie z jednego sztywnego limitu dla wszystkich;
- bezpłatność usługi - wsparcie nie ma być luksusem zależnym od dochodu rodziny;
- wybór asystenta i realizatora - to użytkownik ma decydować, kto i w jaki sposób go wspiera;
- podejście oparte na godności - asystent nie jest opiekunem zastępującym rodzinę, tylko osobą pomagającą w niezależnym funkcjonowaniu;
- profesjonalizacja zawodu - szkolenie, monitoring jakości i mechanizmy kontroli mają podnieść standard tej pracy.
Ważny jest też wymiar godzin. W projekcie mowa o zakresie od 20 do 240 godzin miesięcznie, zależnie od potrzeb i decyzji oceniającego zespołu. To ogromna rozpiętość, ale właśnie ona pokazuje, że asystencja ma odpowiadać na bardzo różne sytuacje życiowe: od wsparcia kilka razy w tygodniu po intensywną pomoc prawie każdego dnia. To prowadzi wprost do porównania z wersją rządową, bo różnice między nimi są bardziej subtelne, niż mogłoby się wydawać.
Czym ta wersja różni się od projektu rządowego
Tu pojawia się najciekawsza część całej układanki. Lewica nie proponuje czegoś całkowicie innego niż rząd, ale przesuwa akcenty: chce mocniej nacisnąć na szybsze wdrożenie, większą podmiotowość użytkownika i szersze spojrzenie na grupy potrzebujące wsparcia. Rząd z kolei przygotował projekt bardziej rozpisany administracyjnie, z dłuższym okresem przejściowym. Według gov.pl ma on kosztować ponad 47 mld zł do 2035 r., co dobrze pokazuje skalę przedsięwzięcia i tłumaczy, dlaczego Ministerstwo Finansów tak mocno waży każdy etap.
| Obszar | Projekt poselski Lewicy i Polski 2050 | Projekt rządowy | Co z tego wynika |
|---|---|---|---|
| Start wdrożenia | Pierwszy etap od 1 kwietnia 2027 r., drugi od 1 stycznia 2028 r. | Wnioski od 1 stycznia 2027 r., świadczenie od kwietnia 2027 r., dalsze etapy do 2030 r. | Rząd zaczyna wcześniej formalnie, ale rozciąga pełne wdrożenie na dłużej. |
| Grupa objęta na starcie | Przede wszystkim osoby 18-65 lat z najwyższą potrzebą wsparcia, później kolejne grupy | Również najpierw osoby dorosłe z wysoką potrzebą wsparcia, później młodsi użytkownicy | Oba projekty etapują wejście systemu, ale różnią się tempem i zakresem rozszerzania. |
| Wymiar godzin | Od 20 do 240 godzin miesięcznie | Od 20 do 240 godzin miesięcznie, z niższym limitem w pierwszych latach | W obu wersjach kluczowa jest indywidualna ocena potrzeb, ale rząd mocniej ogranicza początek. |
| Wybór asystenta | Silny nacisk na wybór osoby wspierającej i realizatora przez użytkownika | Również przewidziany wybór realizatora i asystenta, z większą rolą systemu centralnego | Spór dotyczy nie samej idei, lecz tego, ile kontroli zostaje po stronie państwa. |
| Model polityczny | Projekt poselski jako nacisk na szybkie przyjęcie reformy | Projekt rządowy jako próba zbudowania pełnego systemu | To już nie tylko prawo, ale także test sprawności koalicji i jej wiarygodności. |
Różnica nie polega więc na tym, że jedna strona chce asystencji, a druga nie. Spór toczy się o tempo, skalę i to, czy system ma być bardziej otwarty na użytkownika, czy bardziej ostrożny administracyjnie. W praktyce właśnie od tych detali zależy, czy ustawa będzie działała dla ludzi, czy tylko dobrze wyglądała w druku sejmowym.
Co to oznacza dla osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin
Jeśli szukać najważniejszego skutku społecznego, to będzie nim odzyskanie przewidywalności. Dla osoby z niepełnosprawnością brak asystencji nie oznacza tylko trudniejszego dnia. Często oznacza rezygnację z pracy, studiów, wyjść do ludzi i planów, które dla innych są zwykłą rutyną. Dla rodziny z kolei oznacza stałe przeciążenie, dyżur bez końca i poczucie, że życie organizuje się wokół jednej osoby.
Politycy Lewicy i Polski 2050 mówili o skali sięgającej około 100 tys. osób korzystających bezpośrednio z usługi oraz nawet 500 tys. bliskich, którzy odczuliby ulgę pośrednio. To liczby, które dobrze pokazują, że ta reforma nie dotyczy wąskiej grupy. Ona uderza w sam środek domowego i zawodowego życia wielu rodzin.
Najbardziej praktyczne efekty, których można się spodziewać, to:
- większa szansa na podjęcie lub utrzymanie pracy przez osobę z niepełnosprawnością;
- mniejsze ryzyko wypalenia u rodziców, partnerów i dorosłych dzieci, którzy dziś często zastępują system;
- łatwiejszy dostęp do edukacji, kultury i życia społecznego;
- możliwość planowania tygodnia i miesiąca bez obawy, że wsparcie zniknie wraz z końcem programu;
- realny wybór osoby wspierającej, a nie przydział „kogo akurat uda się znaleźć”.
Jest jednak także druga strona medalu. Sama ustawa nie naprawi od razu braku dostępnego transportu, barier architektonicznych ani niedoboru mieszkań bez wind. Nie zastąpi też rehabilitacji czy świadczeń finansowych. Jej siła polega na czymś innym: ma dać człowiekowi możliwość samodzielnego działania tam, gdzie dziś system zmusza go do proszenia o wszystko. I właśnie dlatego pytanie o wykonanie ustawy jest ważniejsze niż sama uroczysta konferencja. To prowadzi nas do najtrudniejszej części całej reformy.
Najtrudniejsza część zaczyna się po głosowaniu
Moim zdaniem ten projekt może przegrać nie na sali plenarnej, tylko później, w wykonaniu. Ustawa o asystencji osobistej jest jednym z tych aktów prawnych, które mogą wyglądać dobrze na papierze, a potem rozbić się o kadry, procedury i pieniądze. Jeśli zabraknie asystentów, jeśli system będzie zbyt cyfrowy albo jeśli oceny potrzeb staną się zbyt sztywne, to z pięknej reformy zostanie tylko kolejna obietnica.
W debacie sejmowej i w opiniach eksperckich wracają trzy ryzyka. Po pierwsze, stabilność zatrudnienia. Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał uwagę, że 71,7% asystentów oczekuje stałości pracy i umowy o pracę, a bez tego zawód trudno profesjonalizować. Po drugie, dostępność procedur. Jeśli wszystko oprze się na elektronicznych wnioskach, część osób po prostu odpadnie już na starcie. Po trzecie, tempo wdrażania. Etapowanie jest zrozumiałe, ale jeśli będzie zbyt rozciągnięte, to ludzie nadal zostaną w starym systemie przez kolejne lata.
- Jeśli Sejm ograniczy reformę do wąskiej grupy, duża część rodzin nie odczuje zmiany.
- Jeśli zabraknie jasnych standardów szkolenia i kontroli, jakość wsparcia będzie nierówna.
- Jeśli nie domknie się finansowanie, samorządy będą działały ostrożnie i zachowawczo.
- Jeśli nie będzie realnej możliwości wyboru asystenta, podmiotowość użytkownika stanie się fikcją.
Dlatego dla mnie sedno tej reformy jest prostsze niż sejmowe spory: nie chodzi o to, czy państwo „da” coś osobom z niepełnosprawnościami, tylko czy wreszcie zorganizuje usługę, która pozwoli im żyć po swojemu. Jeśli projekt Lewicy i cały pakiet ustaw przejdą przez Sejm w sensownej wersji, asystencja osobista może stać się jedną z najważniejszych zmian społecznych tej kadencji. Jeśli nie, zostanie jeszcze jednym dokumentem, na który ludzie czekali zbyt długo.