Koalicja Obywatelska stawia w edukacji na trzy rzeczy, które dla nauczycieli są ważniejsze niż ogólne hasła: wyższe pensje, mniej biurokracji i większą swobodę w pracy z klasą. W praktyce odpowiedź na pytanie, co koalicja obywatelska proponuje dla nauczycieli i edukacji, prowadzi też do szerszej zmiany szkoły: nowych podstaw programowych, innych podręczników i bardziej praktycznego uczenia. Poniżej rozpisuję to bez politycznego szumu, ale z zaznaczeniem, co jest konkretną zapowiedzią, a co już weszło do systemu.
Najważniejsze zmiany dotyczą pensji, autonomii szkoły i nowej podstawy programowej
- KO zapisała podwyżkę wynagrodzeń nauczycieli o co najmniej 30% i nie mniej niż 1500 zł brutto, a także automatyczną rewaloryzację.
- W 2026 r. minimalne stawki zasadnicze nauczycieli wzrosły o 3%, więc kierunek jest wzrostowy, ale pełny automat płacowy nadal nie został domknięty.
- Program zakłada mniej biurokracji, większą swobodę w doborze lektur i tematów oraz więcej decyzji oddanych nauczycielowi.
- Reforma nauczania idzie w stronę praktycznych podstaw programowych, nowych podręczników i większej roli ekspertów oraz nauczycieli praktyków.
- W podstawówce prace domowe są dziś nieobowiązkowe i nieoceniane w starszych klasach, a w klasach 1-3 zasadniczo nie są zadawane.
Wyższe pensje nauczycieli są pierwszym, najbardziej konkretnym postulatem
W programie „100 konkretów” KO zapisała podniesienie wynagrodzeń nauczycieli o co najmniej 30% i minimum 1500 zł brutto. To ważne, bo w polskiej szkole problem płac nie jest abstrakcją: wpływa na nabór do zawodu, rotację kadr i to, czy młodzi pedagodzy w ogóle zostają w systemie po pierwszych latach pracy. Do tego dochodzi obietnica stałej, automatycznej rewaloryzacji, czyli mechanizmu, który miałby ograniczyć coroczne polityczne targi o pensje.
Jak podaje MEN, od 1 stycznia 2026 minimalne stawki zasadnicze wzrosły o 3%, więc kierunek jest wzrostowy, ale pełny automat płacowy nadal nie został domknięty. Najuczciwiej widzę to tak: sam wzrost płac jest konieczny, ale bez jasnego i przewidywalnego mechanizmu indeksacji problem wraca po każdym budżecie. Jeśli ktoś oczekuje jednego przełomowego ruchu, ten temat po prostu tak nie działa.
Sama pensja jednak nie załatwia wszystkiego, bo w codziennym życiu szkoły równie ważne jest to, ile czasu nauczyciel traci na papierologię.
Mniej biurokracji i więcej autonomii w pracy nauczyciela
To właśnie tutaj program KO jest najbardziej praktyczny: mniej sprawozdań, mniej narzuconych formalności i większa swoboda w doborze lektur czy rozszerzaniu tematów. W teorii brzmi to skromnie, ale w codzienności szkoły oznacza realną różnicę między nauczycielem, który musi odhaczać kolejne rubryki, a nauczycielem, który może skupić się na uczniu i klasie. I to jest sens tego postulatu: nie chodzi o wolność dla samej wolności, tylko o odzyskanie czasu pracy.
To rozwiązanie ma sens tylko wtedy, gdy autonomia idzie w parze z odpowiedzialnością i wsparciem metodycznym. W przeciwnym razie szkoła nie staje się lepsza, tylko bardziej rozchwiana: jeden nauczyciel robi świetną robotę, drugi gubi się w chaosie. Dlatego przy takich zmianach liczą się też szkolenia, materiały dydaktyczne i jasne cele, a nie sama deklaracja, że będzie mniej biurokracji.
Jeśli szkoła ma działać sprawniej, trzeba jeszcze zmienić to, czego i jak się w niej uczy.

Koalicja chce odpolitycznić szkołę i przebudować program nauczania
To jeden z mocniejszych punktów programu: odejście od ideologicznie przeciążonej szkoły, większa rola ekspertów i nauczycieli praktyków oraz bardziej użyteczne podstawy programowe. W praktyce chodzi o to, by treści były spójne, praktyczne i możliwe do przepracowania w normalnym tempie, a nie dokładane do już przeładowanego programu. Do tego dochodzi wątek podręczników elektronicznych i ograniczania ciężaru plecaków, co samo w sobie nie jest rewolucją ustrojową, ale poprawia codzienny komfort uczniów.
Na stronie MEN poświęconej Reformie26 widać, że ten kierunek nie jest już tylko hasłem z kampanii: nowe podstawy programowe dla przedszkola oraz klas 1 i 4 szkoły podstawowej mają obowiązywać od września 2026 r., a potem stopniowo obejmować kolejne roczniki. Dla nauczycieli to ważne, bo nowa podstawa oznacza nie tylko inny zestaw treści, lecz także inną logikę pracy na lekcji. Mniej „przepowiadania wszystkiego” i więcej nauczania pod umiejętności, rozumienie oraz zastosowanie wiedzy.
W tym samym pakiecie są też zmiany bardziej przyziemne, ale bardzo odczuwalne: nowe przedmioty, inne ramowe plany nauczania i większy nacisk na kompetencje, które da się wykorzystać poza szkolnym dzwonkiem.
Tu jednak kryje się też największe ryzyko: reforma programowa sama w sobie nie poprawi szkoły, jeśli nie pójdą za nią dobre materiały, sensowne ramowe plany i realne wsparcie wdrożeniowe. Bez tego nauczyciel zostaje z nowym dokumentem, ale starymi problemami.
To prowadzi do pytania, jak te deklaracje przekładają się na codzienność uczniów i nauczycieli.
Mniej prac domowych ma odciążyć uczniów, ale też zmienić sposób prowadzenia lekcji
KO zapowiadała likwidację prac domowych w szkołach podstawowych, a obecne przepisy już mocno ten kierunek realizują: w klasach I–III prace domowe pisemne i praktyczno-techniczne nie są zadawane, a w klasach IV–VIII są nieobowiązkowe i nieoceniane. To ważna zmiana, bo odwraca zwyczaj, w którym szkoła przerzucała część ciężaru nauki na dom, a później jeszcze oczekiwała, że uczeń sam domknie brakujące treści.
W praktyce dla nauczyciela oznacza to większą presję, żeby dobrze wykorzystać czas lekcyjny. Jeśli nie ma pracy domowej jako stałego „dopompowywania” materiału, lekcja musi być lepiej zaprojektowana: z jasnym celem, ćwiczeniami i informacją zwrotną. Dla części szkół to szansa na większą skuteczność, ale tylko wtedy, gdy w klasie faktycznie pojawi się więcej pracy zadaniowej, a nie po prostu mniej obowiązków. Bez zmiany metodyki sama likwidacja zadań domowych niewiele zmieni.
To prowadzi do najciekawszego pytania: które z tych pomysłów są już realną polityką edukacyjną, a które nadal pozostają raczej deklaracją programową niż gotowym systemem.
Tak te zapowiedzi wyglądają w 2026 roku
Patrząc na program KO i bieżące decyzje MEN, widzę dość wyraźny podział między tym, co zostało uruchomione, a tym, co nadal wymaga czasu, pieniędzy i zaplecza organizacyjnego. Poniżej najprostsze zestawienie:
| Obszar | Zapowiedź KO | Obraz w 2026 roku | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|---|
| Płace | Co najmniej 30% podwyżki i minimum 1500 zł brutto, plus automatyczna rewaloryzacja | Minimalne stawki zasadnicze wzrosły o 3% od 1 stycznia 2026 r. | Kierunek wzrostowy jest utrzymany, ale pełny automatyczny mechanizm nadal nie jest domknięty |
| Podstawa programowa | Praktyczne treści, eksperci zamiast polityków, mniej ideologii | Reforma26 wprowadza nowe podstawy programowe od września 2026 r. | To już nie hasło, tylko przebudowa całego systemu nauczania |
| Autonomia nauczyciela | Mniej biurokracji i większa swoboda dydaktyczna | Rosną godziny do dyspozycji dyrektora i rola konsultacji z nauczycielami | Elastyczność rośnie, ale jej efekt zależy od lokalnego wdrożenia |
| Prace domowe | Ograniczenie lub likwidacja w podstawówce | W klasach 1–3 są zasadniczo wycofane, a w 4–8 nieobowiązkowe i nieoceniane | To jedna z najbardziej odczuwalnych zmian dla uczniów i rodzin |
| Organizacja szkoły | Szkoła jednozmianowa | To nadal najbardziej ambitny i najtrudniejszy element reformy | Bez inwestycji w infrastrukturę i kadry będzie to proces długi |
Najważniejszy wniosek jest prosty: część programu KO już przeszła w konkretne działania, ale najtrudniejsze elementy dopiero testują swoją wykonalność. Tu właśnie najlepiej widać różnicę między obietnicą polityczną a realnym wdrożeniem.
Dlatego ostatni filtr, przez który ja bym tę ofertę przepuszczał, jest bardzo przyziemny: czas, budżet i zdolność szkół do pracy w nowym modelu.
Najwięcej zadecyduje wdrożenie w szkołach i samorządach
Jeżeli mam ocenić ten pakiet bez emocji, to widzę sensowny kierunek, ale też wyraźną nierównowagę między deklaracjami łatwymi do ogłoszenia a tymi, które wymagają wieloletniej roboty. Dla nauczycieli najważniejsze będą trzy rzeczy: stabilniejsze pensje, mniejsza ilość papierologii i czytelne podstawy programowe. Dla rodziców liczy się przede wszystkim to, czy szkoła faktycznie odciąży dziecko z nadmiaru pracy po lekcjach i czy więcej nauki zostanie przeniesione na dobrze prowadzone zajęcia.
Dla samorządów i dyrektorów szkół problem jest jeszcze bardziej konkretny: trzeba znaleźć sale, ułożyć plan lekcji, przeszkolić kadrę i sfinansować zmiany, zanim efekt będzie widoczny w klasie. Właśnie dlatego najbardziej wiarygodne są te elementy, które już mają harmonogram i budżetowe oparcie, a najsłabsze te, które zależą od wielkiej przebudowy organizacji szkoły. Jeśli więc ktoś pyta mnie, co z programu KO jest naprawdę ważne, odpowiadam krótko: pensje, autonomia i odchudzenie szkoły. Reszta ma sens tylko wtedy, gdy szkoła dostanie narzędzia, żeby to unieść.
