ecio24.pl

Bilans rządów PiS w ochronie zdrowia - Co faktycznie się zmieniło?

Adrian Wieczorek.

12 maja 2026

Kobieta w jasnej marynarce przemawia w sali sejmowej. Dyskusja o tym, jak rządy PiS wpłynęły na system ochrony zdrowia.

Bilans rządów PiS w ochronie zdrowia jest bardziej złożony, niż sugeruje polityczny spór. Z jednej strony system dostał więcej pieniędzy, przyspieszyła cyfryzacja i pojawiły się duże programy inwestycyjne; z drugiej, kolejki, braki kadrowe i regionalne nierówności nie zniknęły. W tym tekście rozbieram ten temat na czynniki pierwsze: co faktycznie się poprawiło, gdzie reformy były tylko częściowe i dlaczego pacjent nadal często odczuwa stare problemy.

Najkrótszy bilans jest prosty: więcej pieniędzy, ale nadal za mało sprawności

  • Finansowanie wzrosło, ale część dodatkowych środków pochłonęły płace, inflacja i koszty bieżące.
  • Cyfryzacja poprawiła wygodę pacjenta, zwłaszcza przy receptach i skierowaniach.
  • Kolejki do specjalistów i planowych zabiegów pozostały jednym z największych problemów.
  • Kadry medyczne nadal są wąskim gardłem całego systemu.
  • Inwestycje były widoczne, ale nie zawsze wynikały z długofalowego planu.

Bilans tych lat jest mieszany, choć nie da się go sprowadzić do jednego hasła

Patrzę na okres rządów PiS przede wszystkim przez pryzmat skutków dla pacjenta, a nie politycznych deklaracji. I właśnie dlatego mój wniosek jest ostrożny: to nie był czas całkowitej stagnacji, ale też nie czas pełnej naprawy systemu. Były decyzje, które poprawiały wybrane elementy, jednak fundamenty publicznej ochrony zdrowia pozostały kruche.

Najbardziej uczciwy skrót wygląda tak: system dostał większy strumień pieniędzy, kilka ważnych narzędzi cyfrowych i wyraźne wsparcie inwestycyjne, ale nie przełożyło się to na proporcjonalnie lepszą dostępność świadczeń. W praktyce pacjent nie ocenia rządu po komunikatach, tylko po tym, czy szybciej dostaje wizytę, badanie i leczenie.

Obszar Co się poprawiło Co nadal nie działało
Finansowanie Wyższe nakłady i większa rola środków publicznych Część wzrostu zjadły koszty bieżące i presja płacowa
Dostęp Lepsze narzędzia zapisów i cyfrowa obsługa pacjenta Kolejki do specjalistów i zabiegów wciąż były długie
Kadry Podwyżki minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia Niedobory personelu i nierówna dostępność w regionach pozostały
Inwestycje Fundusz Medyczny, sprzęt i modernizacje w wybranych miejscach Nie wszystkie projekty wynikały z realnych potrzeb systemu

To właśnie ten rozdźwięk między wzrostem nakładów a przeciętnym doświadczeniem pacjenta najlepiej tłumaczy, dlaczego ocena tych lat jest tak sporna. A skoro finansowanie samo w sobie nie wystarczyło, trzeba przyjrzeć się bliżej temu, gdzie pieniądze faktycznie poszły.

Finansowanie wzrosło, ale system nadal pracował pod presją

Jeżeli mam wskazać najbardziej widoczną zmianę, to właśnie finansowanie. W 2024 r. bieżące wydatki na ochronę zdrowia wyniosły 293,6 mld zł, a publiczne nakłady sięgnęły 6,85% PKB. To wyraźnie więcej niż kilka lat wcześniej i sygnał, że państwo próbowało nadrabiać wieloletnie zaniedbania.

Problem polega na tym, że w ochronie zdrowia wzrost budżetu nie działa jak prosty przełącznik. Dodatkowe pieniądze bardzo szybko pochłaniają płace, energia, leki, inflacja i nadrabianie zaległości po pandemii. W efekcie pacjent nie widzi samego wzrostu nakładów, tylko to, czy system działa szybciej i czy placówki są w stanie przyjąć większą liczbę chorych.

Według OECD Polska długo pozostawała krajem, który wydawał na zdrowie wyraźnie mniej niż bogatsze państwa Europy Zachodniej, więc nawet po wzrostach system nadal był w trybie nadrabiania dystansu. To ważne, bo pokazuje, że PiS nie startował z komfortowej pozycji i nie miał łatwego zadania. Ale też nie zmienia to faktu, że samo zwiększenie wydatków nie przełożyło się automatycznie na lepszą przepustowość systemu.

W praktyce właśnie tu pojawia się pytanie, które najczęściej zadają pacjenci: skoro pieniędzy było więcej, dlaczego terminów do lekarza nadal brakowało?

Długie kolejki w przychodni, jak rządy PiS wpłynęły na system ochrony zdrowia. Ludzie czekają na pomoc.

Dlaczego kolejki nie zniknęły mimo większych nakładów

Największa słabość systemu nie leży wyłącznie w budżecie, lecz w przepustowości. OECD szacowało medianę oczekiwania na planową operację w Polsce na 336 dni, czyli prawie rok. To nie jest detal statystyczny, tylko sygnał, że publiczna ochrona zdrowia nadal nie nadążała za popytem.

W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, czyli w poradniach bez hospitalizacji, sytuacja również nie była satysfakcjonująca. NIK pokazała pogorszenie dostępności świadczeń dla dzieci w latach 2021-2024, a w niektórych województwach mediana oczekiwania do okulisty dziecięcego dla przypadków stabilnych dochodziła do 400 dni. Dla rodziców to oznacza bardzo prostą rzecz: dziecko nie może czekać tak długo na diagnozę, jeśli problem wzroku, alergii czy neurologii wpływa na rozwój i codzienne funkcjonowanie.

W praktyce część pacjentów przenosiła się do prywatnego sektora nie dlatego, że chciała wygody, ale dlatego, że publiczny system nie dawał rozsądnego terminu. I właśnie dlatego kolejki są lepszym miernikiem stanu ochrony zdrowia niż same deklaracje o wzroście finansowania.

Skoro dostęp pozostawał wąskim gardłem, trzeba spojrzeć na drugi problem, który przez lata rósł równolegle do kolejek: ludzi, którzy ten system mieli obsługiwać.

Kadry medyczne stały się wąskim gardłem całej reformy

Rząd PiS próbował reagować na problem personelu przede wszystkim przez płace. Ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w podmiotach leczniczych była potrzebna, bo bez podniesienia pensji trudno zatrzymać ludzi w zawodzie. Z perspektywy systemu był to ruch sensowny, ale spóźniony wobec skali deficytu.

W 2024 r. w Polsce pracowało bezpośrednio z pacjentem 141 193 lekarzy i 219 881 pielęgniarek, a liczba lekarzy z prawem wykonywania zawodu wyniosła 166,5 tys. Same liczby wyglądają solidnie, ale nie mówią jeszcze o rozkładzie terytorialnym, liczbie dyżurów, pracy na kilku etatach ani o tym, ilu specjalistów jest już blisko emerytury.

To właśnie dlatego system kadrowy wciąż się dusi. Największym błędem było traktowanie tego kryzysu jak problemu do „dosypania pieniędzmi”. Podwyżki pomagają, ale nie zastępują planowania specjalizacji, lepszego podziału pracy między lekarzy, pielęgniarki, asystentów i fizjoterapeutów oraz sensownej polityki wobec starzejącej się kadry.

Jeśli personelu nie ma dość, nawet dobrze finansowany szpital będzie pracował wolniej, a to prowadzi nas prosto do pytania o inwestycje i to, czy rzeczywiście były one lepiej zaprojektowane niż wcześniejsze programy.

Inwestycje i Fundusz Medyczny pomogły, lecz nie naprawiły całości

Tu bilans jest najbardziej nierówny. Po stronie plusów można zapisać Fundusz Medyczny, duże inwestycje w sprzęt, oddziały pediatryczne i onkologię oraz mocniejsze finansowanie wybranych obszarów, takich jak SOR-y czy leczenie dzieci. To były realne pieniądze i w konkretnych miejscach faktycznie poprawiały warunki leczenia.

Jednocześnie sam mechanizm wyboru inwestycji nie zawsze był racjonalny. System oceny inwestycji w ochronie zdrowia miał porządkować wydatki i kierować środki tam, gdzie potrzeby były największe, ale w praktyce nie gwarantował idealnego dopasowania projektu do mapy zdrowotnej kraju. Zdarzało się też, że projekty realizowano mimo negatywnej oceny, co pokazuje, że między planem a wykonaniem bywała duża luka.

To ważna lekcja: w ochronie zdrowia nie wygrywa ten, kto kupi więcej sprzętu, tylko ten, kto zbuduje z niego działający łańcuch opieki. Szpital, poradnia, diagnostyka i rehabilitacja muszą się ze sobą łączyć, inaczej pacjent nadal będzie krążył po systemie i tracił czas na kolejne etapy zamiast na leczenie.

Właśnie dlatego same inwestycje nie wystarczą, jeśli nie są połączone z lepszą organizacją codziennej pracy. I tu dochodzimy do jednego z niewielu obszarów, w których zmiana była odczuwalna niemal dla każdego pacjenta.

Cyfryzacja była jednym z najmocniejszych punktów tego okresu

Gdybym miał wskazać obszar, w którym zmiana była najbardziej odczuwalna dla zwykłego pacjenta, wskazałbym właśnie cyfryzację. E-recepta, e-skierowanie, Internetowe Konto Pacjenta i późniejsze kroki, takie jak pilotaż centralnej e-rejestracji, uprościły codzienny kontakt z systemem bardziej niż wiele głośniejszych politycznych zapowiedzi. W 2024 r. recepty elektroniczne stanowiły już 97,4% wszystkich recept, więc to nie była niszowa innowacja, tylko standard obsługi.

To nie znaczy, że cyfryzacja rozwiązała wszystko. Ułatwia zapis, przypomnienie o leku i dostęp do dokumentów, ale nie skraca magicznie kolejek do specjalisty ani nie zwiększa liczby lekarzy. Mimo to ma duże znaczenie, bo usuwa część zbędnej biurokracji i zmniejsza ryzyko zgubienia papierów, a w ochronie zdrowia właśnie takie małe tarcia potrafią generować duży chaos.

W mojej ocenie to jeden z niewielu elementów spuścizny PiS, który można nazwać naprawdę trwałym. Cyfrowa warstwa systemu została zbudowana na tyle solidnie, że stała się bazą dla kolejnych zmian, zamiast tylko jednorazowym projektem pod polityczny komunikat.

Po zsumowaniu tych wszystkich elementów zostaje najważniejsze pytanie: co z tego wynika dla oceny całego okresu, już z perspektywy 2026 roku?

Co ten bilans mówi o ochronie zdrowia w 2026 roku

Najuczciwszy wniosek jest taki: PiS zostawił po sobie system z większymi nakładami, lepszą warstwą cyfrową i kilkoma ważnymi programami inwestycyjnymi, ale bez rozwiązania trzech fundamentów - dostępności, kadr i równości regionalnej. To dlatego ocena tych rządów nie jest czarno-biała: były decyzje dobre, ale nie przełożyły się one na pełną zmianę odczuwaną przez pacjenta.

Jeżeli ktoś pyta mnie o jedną rzecz, która najbardziej obnaża ograniczenia tamtego okresu, wskazuję prostą zależność: im więcej pieniędzy wpadało do systemu, tym mocniej wychodziło, że problemem nie jest tylko budżet, lecz sposób organizacji opieki.

W 2026 r. właśnie to pozostaje najważniejszą lekcją z lat rządów PiS: bez lepszej organizacji, silniejszych kadr i sprawniejszego kierowania pacjenta przez cały proces leczenia nawet większe nakłady będą dawały tylko częściową poprawę.

FAQ - Najczęstsze pytania

Do głównych sukcesów należą: znaczący wzrost nakładów finansowych na system, szeroka cyfryzacja usług (e-recepty, e-skierowania, IKP) oraz zwiększenie inwestycji w nowoczesny sprzęt medyczny i modernizację oddziałów specjalistycznych.

Wzrost finansowania został częściowo pochłonięty przez inflację i podwyżki płac. Kluczową barierą pozostała niska przepustowość systemu, braki kadrowe oraz brak głębokich reform organizacyjnych, które usprawniłyby ścieżkę pacjenta.

Cyfryzacja uprościła biurokrację i kontakt z systemem. E-recepty stanowią obecnie ponad 97% wszystkich wystawianych dokumentów, co wraz z e-skierowaniami wyeliminowało problem gubienia papierowych druków i ułatwiło zdalną obsługę pacjenta.

Mimo ustawowych podwyżek płac minimalnych, system wciąż boryka się z niedoborem lekarzy i pielęgniarek. Problemem jest też ich nierównomierne rozmieszczenie w kraju oraz wysoka średnia wieku personelu, co zagraża ciągłości opieki.

Oceń artykuł

Ocena: 0.00 Liczba głosów: 0
rating-outline
rating-outline
rating-outline
rating-outline
rating-outline

Tagi

jak rządy pis wpłynęły na system ochrony zdrowiabilans rządów pis w ochronie zdrowiazmiany w ochronie zdrowia za rządów pisnakłady na ochronę zdrowia rządy piskolejki do lekarzy za czasów piscyfryzacja medycyny bilans rządów pis
Autor Adrian Wieczorek
Adrian Wieczorek
Jestem Adrian Wieczorek, analitykiem branżowym z wieloletnim doświadczeniem w dziedzinie polityki. Od ponad dziesięciu lat zajmuję się badaniem i analizowaniem zjawisk politycznych, co pozwoliło mi zdobyć głęboką wiedzę na temat dynamiki rynków oraz wpływu decyzji politycznych na społeczeństwo. Moja specjalizacja obejmuje zarówno krajowe, jak i międzynarodowe aspekty polityki, co umożliwia mi dostarczanie czytelnikom obiektywnych i rzetelnych analiz. Staram się uprościć złożone dane i przedstawić je w przystępny sposób, aby każdy mógł zrozumieć kluczowe zagadnienia i ich konsekwencje. Moim celem jest dostarczanie dokładnych, aktualnych i bezstronnych informacji, które pomogą czytelnikom lepiej zrozumieć otaczający ich świat polityki. Wierzę, że transparentność i rzetelność są fundamentami zaufania, które buduję w relacji z moimi odbiorcami.

Napisz komentarz