Pełna likwidacja PIT i CIT brzmi prosto, ale w praktyce oznacza przebudowę całego modelu finansów publicznych. Poniżej rozkładam ten postulat na czynniki pierwsze: pokazuję, ile państwo dziś bierze z tych podatków, kto na tym korzysta, ile wyniosłaby luka w budżecie i dlaczego sama obietnica „niższych podatków” nie wystarcza, jeśli nie ma obok niej twardego planu finansowania wydatków. To tekst o polityce, ale przede wszystkim o rachunku, który za politykę trzeba później zapłacić.
Najkrócej: pełna likwidacja PIT i CIT oznaczałaby w Polsce lukę budżetową liczoną w setkach miliardów złotych
- PIT i CIT nie są pobocznymi daninami, tylko jednymi z głównych źródeł dochodu państwa i samorządów.
- W projekcie budżetu na 2026 r. budżet państwa ma dostać 32 mld zł z PIT i 80,4 mld zł z CIT.
- Po doliczeniu udziału JST w PIT skala całego publicznego ubytku rośnie do 306,2 mld zł.
- Bez cięć wydatków, nowych podatków albo mocnego wzrostu długu taki ruch rozsadziłby deficyt.
- Najbardziej zyskałyby osoby i firmy płacące dziś najwięcej PIT i CIT, ale rachunek i tak rozlałby się na wszystkich przez wyższy VAT, cięcia usług albo dług.
Co naprawdę obiecuje Konfederacja
W przekazie Konfederacji powraca jedna stała myśl: proste i niskie podatki. Na stronie ugrupowania wprost pojawia się też hasło likwidacji wielu danin, w tym PIT i CIT, co dobrze pokazuje kierunek ideowy, ale jeszcze nie rozwiązuje podstawowego problemu: z czego państwo ma potem sfinansować szkoły, zdrowie, obronę, samorządy i obsługę długu.
Ja czytam ten postulat nie jako gotowy budżet, tylko jako deklarację polityczną. To ważna różnica, bo obniżka stawek albo podniesienie kwoty wolnej to zupełnie inna skala niż całkowite skasowanie dwóch dużych podatków dochodowych. W praktyce nie chodzi więc o sam slogan, ale o odpowiedź na trzy pytania: ile pieniędzy zniknie, kto je zastąpi i jakim kosztem ubocznym.
Żeby to ocenić uczciwie, trzeba najpierw zobaczyć skalę obecnych wpływów. Bez tego łatwo uwierzyć, że „zlikwidujemy podatek” i wszystko samo się ułoży. Tak nie działa ani budżet państwa, ani samorządowy portfel.
Jakie pieniądze dziś przynoszą PIT i CIT
W 2026 r. punkt wyjścia jest bardzo konkretny. Według Ministerstwa Finansów, w projekcie budżetu na 2026 r. państwo planuje 32 mld zł dochodów z PIT i 80,4 mld zł z CIT, a samorządy 193,8 mld zł z PIT. To oznacza, że sam pełny pakiet PIT plus CIT daje w całym sektorze publicznym 306,2 mld zł rocznie.
| Pozycja | Kwota w projekcie na 2026 r. | Co to oznacza |
|---|---|---|
| PIT dla budżetu państwa | 32,0 mld zł | Bezpośredni ubytek w budżecie centralnym |
| PIT dla JST | 193,8 mld zł | Uderzenie w dochody gmin, miast, powiatów i województw |
| CIT dla budżetu państwa | 80,4 mld zł | Duża luka po stronie podatku od firm |
| Razem PIT i CIT w całym sektorze publicznym | 306,2 mld zł | Pełna skala, jeśli patrzymy na państwo i samorządy łącznie |
Dla porównania: w 2024 r. budżet państwa zebrał 97,6 mld zł z PIT i 60,2 mld zł z CIT. Sama zmiana finansowania samorządów od 2025 r. mocno przesunęła ciężar PIT z budżetu centralnego do JST, ale to nie zmienia sedna sprawy. PIT i CIT nadal są jednym z fundamentów polskich finansów publicznych, a nie dodatkiem, z którego można bezboleśnie zrezygnować.
Ten rozkład pieniędzy prowadzi do najważniejszego pytania: jeśli te dochody znikają, to ile dokładnie powstaje dziury i kto ma ją zasypać.

Ile kosztowałaby pełna likwidacja w praktyce
Tu warto rozróżnić dwa poziomy. Wąsko patrząc na sam budżet państwa, likwidacja PIT i CIT oznaczałaby ubytek 112,4 mld zł rocznie, czyli 32 mld zł z PIT i 80,4 mld zł z CIT. Przy niezmienionych wydatkach deficyt wzrósłby z 271,7 mld zł do około 384,1 mld zł.
Szeroko, czyli w całym sektorze publicznym, mówimy o 306,2 mld zł. Taka skala to już nie korekta, tylko finansowy wstrząs. Czysto arytmetycznie, przy niezmienionych wydatkach, deficyt całego układu wzrósłby z 271,7 mld zł do około 577,9 mld zł. To więcej niż planowane wydatki na obronę narodową w 2026 r. i więcej niż planowane wydatki na ochronę zdrowia.
- Obrona narodowa w 2026 r. ma dostać 200,1 mld zł.
- Ochrona zdrowia ma dostać 247,8 mld zł.
- Luka po PIT i CIT w całym sektorze publicznym sięga 306,2 mld zł.
To pokazuje, dlaczego hasło „zlikwidować PIT i CIT” nie może być oceniane tylko przez pryzmat tego, ile zostanie w kieszeni podatnika. Trzeba jeszcze odpowiedzieć, czy państwo zastąpi ten brak wyższym VAT-em, cięciami wydatków, długiem czy mieszanką tych trzech opcji. A każda z nich ma własny koszt polityczny i gospodarczy.
Kto zyskałby, a kto zapłaciłby rachunek
Najprostsza odpowiedź brzmi: zyskałby ten, kto dziś płaci najwięcej PIT albo CIT. Ale to tylko pierwsza warstwa. W praktyce efekt rozkłada się inaczej dla pracowników, przedsiębiorców i samorządów.
Pracownicy i samozatrudnieni
Przy likwidacji PIT część osób odczułaby natychmiast wyższy dochód netto. Dotyczy to przede wszystkim pracowników na etacie, osób na kontraktach rozliczających się PIT-em i części samozatrudnionych. Tylko że korzyść nie byłaby równa dla wszystkich, bo im wyższe obecne obciążenie, tym większy nominalny zysk. W praktyce najbardziej zyskują ci, którzy dziś wpadają w wyższe progi lub mają wyższe dochody.
Firmy i inwestorzy
CIT płacą tylko firmy, które mają dochód do opodatkowania. To ważne, bo likwidacja CIT nie da identycznego bonusu każdemu przedsiębiorcy. Spółki na stracie nie dostają z tego żadnej natychmiastowej ulgi, a część małych firm i tak funkcjonuje w innych formach opodatkowania. Z punktu widzenia właścicieli rentownych spółek to byłby jednak wyraźny plus, zwłaszcza przy wypłatach zysków i reinwestowaniu kapitału.
Przeczytaj również: Konfederacja co to? Zrozumienie jej znaczenia w historii Polski
Samorządy i usługi publiczne
To najczęściej pomijany element tej układanki. Samorządy nie żyją z abstrakcji, tylko z bardzo konkretnych wpływów, które finansują komunikację, drogi lokalne, szkoły, przedszkola czy pomoc społeczną. Jeśli PIT zniknie, gminy i miasta stracą stabilne źródło pieniędzy, a państwo musiałoby albo przejąć ten ciężar na siebie, albo zostawić samorządy z dziurą w budżecie. W 2025 r. reforma dochodów JST już zwiększyła ich udział w PIT i CIT o 24,8 mld zł, więc widać wyraźnie, że system jest oparty na naczyńkach połączonych, nie na osobnych workach pieniędzy.
Właśnie dlatego pełna likwidacja PIT i CIT nie jest tylko sporem o wysokość podatku, ale o to, kto realnie ma finansować państwo i usługi publiczne. To prowadzi do pytania, czy da się osiągnąć podobny efekt mniejszym kosztem społecznym.
Jakie są realne alternatywy dla rewolucji podatkowej
Jeżeli celem jest ulżenie podatnikom, pełna likwidacja nie jest jedyną drogą. W praktyce politycy najczęściej mają do wyboru kilka modeli, z których każdy ma inny koszt i inny efekt uboczny.
| Opcja | Plusy | Minusy | Realna skala zmiany |
|---|---|---|---|
| Obniżka stawek PIT | Szybki efekt w portfelu pracownika | Ubytek dochodów, który trzeba czymś zastąpić | Duża, ale mniejsza niż pełna likwidacja |
| Wyższa kwota wolna | Pomaga najmocniej osobom o niższych dochodach | Nie rozwiązuje problemu finansowania budżetu | Średnia, bardziej precyzyjna niż zero PIT |
| Niższy CIT dla wybranych firm | Może wspierać inwestycje i wzrost | Nie obejmuje wszystkich i bywa trudny w projekcie | Celowana, a nie systemowa |
| Cięcia wydatków | Nie wymaga nowych podatków | Boleśnie uderza w usługi publiczne i transfery | Silna, ale politycznie trudna |
| Większy dług | Najłatwiejszy start dla rządu | Rośnie koszt obsługi długu i ryzyko fiskalne | Krótko działa, długo kosztuje |
Gdy patrzę na te warianty, widzę jedną rzecz bardzo wyraźnie: najbardziej wiarygodne są rozwiązania częściowe, a nie totalne. Pełna likwidacja PIT i CIT może dobrze brzmieć na wiecu, ale w praktyce wymagałaby albo cięć na skali, której wyborcy zwykle nie chcą, albo podatków zastępczych, które szybko odczuliby wszyscy inni. Z tego powodu decyzja polityczna zawsze wraca do pytania o kompromis, nie o samą obietnicę.
Jeżeli ktoś mówi dziś o zerowym PIT i CIT, ja od razu sprawdzam nie hasło, tylko trzy elementy: źródło finansowania luk, wpływ na samorządy i tempo wdrożenia. To właśnie od nich zależy, czy mamy do czynienia z realnym planem, czy z prostym skrótem komunikacyjnym. I to prowadzi do najważniejszego wniosku dla całej debaty.
Gdzie kończy się obietnica, a zaczyna rachunek budżetowy
W tej sprawie nie ma magii. Jeśli z budżetu znika 112,4 mld zł, to ktoś musi tę kwotę zastąpić. Jeśli z całego sektora publicznego znika 306,2 mld zł, to już nie jest kosmetyka, tylko zmiana ustroju finansów państwa. Dlatego postulat Konfederacji warto czytać jako mocny sygnał ideowy, ale jego ocenę trzeba oprzeć na liczbach, nie na emocjach.
Najuczciwsza konkluzja jest prosta: całkowita likwidacja PIT i CIT mogłaby poprawić sytuację części podatników, ale bez gigantycznych cięć lub nowych źródeł dochodu rozsadziłaby stabilność finansów publicznych. Jeśli ten temat wróci do debaty w 2026 r., patrzyłbym przede wszystkim na trzy rzeczy: ile dokładnie pieniędzy ma zastąpić nowy model, kto straci na poziomie lokalnym i czy projekt dotyczy pełnej likwidacji, czy tylko głębokiej obniżki. Bez tych odpowiedzi każdy „prosty” postulat zostaje tylko hasłem.
W praktyce właśnie te szczegóły oddzielają realną reformę od politycznej deklaracji. I to one zdecydują, czy Polacy zobaczą niższe obciążenia, czy tylko przesunięcie rachunku z jednego miejsca do drugiego.
