Naprawa publicznej ochrony zdrowia w propozycji Lewicy nie ma być sfinansowana jedną dźwignią, tylko całym pakietem podatkowym i redystrybucyjnym. W tym tekście wyjaśniam, z czego lewica chce sfinansować naprawę publicznej ochrony zdrowia, kto miałby płacić więcej, kto mniej i gdzie ten plan może się zatrzymać, zanim przełoży się na krótsze kolejki oraz lepszą dostępność leczenia. To ważna debata, bo chodzi nie tylko o większy budżet NFZ, ale też o to, czy system ma dalej opierać się na składce, czy na stabilniejszym finansowaniu z podatków.
Najkrótsza odpowiedź brzmi tak
- Lewica chce zastąpić obecną składkę zdrowotną 12-procentowym podatkiem zdrowotnym od dochodu PIT i CIT.
- Drugim źródłem mają być wpływy z podatku tłuszczowego od żywności wysoko przetworzonej, w całości kierowane do NFZ.
- Trzecim filarem jest jednolita akcyza alkoholowa, z której 80 procent miałoby trafiać do ochrony zdrowia.
- W wyliczeniach partii taki model ma dać około 30 mld zł więcej rocznie dla systemu i dojść do 9 procent PKB na zdrowie.
- Najwięcej zyskać mają osoby o niższych i średnich dochodach, a większy ciężar przesunąłby się na firmy oraz produkty generujące koszty zdrowotne.
- To nadal projekt polityczny, więc kluczowe pytanie brzmi nie tylko „skąd pieniądze”, ale też „czy da się to dobrze wdrożyć”.

Jak Lewica układa finansowanie zdrowia
Najprościej mówiąc, Lewica chce odwrócić obecny układ: mniej obciążać pracę, a bardziej sięgnąć po pieniądze z podatków, akcyzy i danin nakładanych na produkty oraz firmy, które według partii generują największe koszty społeczne. To nie jest kosmetyczna poprawka, tylko próba zbudowania innego modelu finansowania całego systemu.
Poniżej rozbijam ten pomysł na trzy główne strumienie pieniędzy i jeden mechanizm osłonowy dla firm.
| Element planu | Na czym polega | Komu przypisuje się koszt | Po co to Lewicy |
|---|---|---|---|
| Podatek zdrowotny | 12 procent od podstawy PIT i CIT, z kwotą wolną 30 tys. zł rocznie | Pracownicy, samozatrudnieni i spółki | Zastąpić składkę zdrowotną i uprościć system |
| Podatek tłuszczowy | Opłata od żywności wysoko przetworzonej, w całości kierowana do NFZ | Producenci i pośrednio konsumenci takich produktów | Zebrać pieniądze i jednocześnie ograniczać niezdrową konsumpcję |
| Jednolita akcyza alkoholowa | 80 procent wpływów do NFZ, 20 procent do budżetu państwa | Konsumenci alkoholu i branża alkoholowa | Powiązać koszty leczenia ze źródłem problemu |
| Tarcza podatkowa dla firm | Odliczenie 7 punktów procentowych dla firm uczciwie płacących CIT | Duże przedsiębiorstwa, które rozliczają CIT w Polsce | Nie zabić konkurencyjności firm i przesunąć ciężar bardziej na korporacje |
Najważniejszy wniosek jest prosty: Lewica nie mówi tylko „więcej na zdrowie”, ale pokazuje, skąd dokładnie te pieniądze mają przyjść. To właśnie odróżnia ten projekt od zwykłych haseł o lepszym finansowaniu, które brzmią dobrze, ale nie wytrzymują pierwszego pytania o rachunek.
Z czego mają płynąć pieniądze
W centrum propozycji stoi podatek zdrowotny, czyli zastąpienie składki zdrowotnej daniną obliczaną od tego samego typu podstawy, co PIT i CIT. W praktyce chodzi o 12 procent, z kwotą wolną 30 tys. zł rocznie, co według Lewicy ma sprawić, że większość osób o niższych i średnich dochodach zapłaci mniej albo porównywalnie do obecnych obciążeń.
To ważne, bo sama zmiana nazwy niczego nie naprawia. Sens jest dopiero wtedy, gdy nowa danina daje większą przewidywalność, mniej wyjątków i bardziej czytelny podział kosztów między pracę, dochód i kapitał.
Podatek zdrowotny zamiast składki
W tym modelu etatowiec nie ma być karany dodatkowym, osobnym obciążeniem tylko dlatego, że utrzymuje system zdrowia z własnej pensji. Lewica twierdzi, że obecny układ zbyt mocno opiera się na pracy, a zbyt słabo na dochodach firm oraz kapitału. Dlatego w ich wersji część ciężaru przesuwa się na CIT, a nie tylko na osoby zatrudnione na umowę o pracę czy mikroprzedsiębiorców.
Partia deklaruje też, że dla firm uczciwie rozliczających CIT przewidziano tzw. tarczę podatkową. To pojęcie oznacza po prostu mechanizm łagodzący, który ma zmniejszyć realny skok podatkowy dla przedsiębiorstw. Według przedstawionego wariantu efektywny wzrost obciążenia dla takich firm miałby wynieść 5 punktów procentowych, a nie pełne 12.
Podatek tłuszczowy jako źródło i sygnał zdrowotny
Drugi filar to opłata od żywności wysoko przetworzonej, czyli od produktów, które najłatwiej prowadzą do nadwagi i problemów metabolicznych. Chodzi o słone przekąski, gotowe dania, ciastka, czekolady i podobne kategorie. Lewica chce, by 100 procent wpływów z tej opłaty trafiało do NFZ.
To rozwiązanie ma dwa cele jednocześnie. Pierwszy jest fiskalny: zebrać dodatkowe pieniądze. Drugi jest behawioralny, czyli wpływać na wybory konsumenckie i skłaniać producentów do zmiany składu żywności. W praktyce to klasyczny przykład daniny, która ma nie tylko finansować system, ale też ograniczać skalę przyszłych kosztów leczenia.
Akcyza alkoholowa skierowana do NFZ
Trzecim źródłem są wpływy z alkoholu. Lewica chce, by 80 procent akcyzy alkoholowej trafiało bezpośrednio do NFZ, a 20 procent zostawało w budżecie państwa. To właśnie na tym polega hypotekacja podatkowa, czyli przypisanie konkretnego podatku do konkretnego celu.
Ten element jest politycznie nośny, bo łatwo go obronić logiką: skoro alkohol generuje leczenie chorób wątroby, uzależnień i urazów po przemocy czy wypadkach, to część pieniędzy z tego obszaru powinna wracać do systemu zdrowia. Właśnie dlatego Lewica mówi o zasadzie „truciciel płaci”.
W sumie ten pakiet ma dać bardziej stabilny strumień pieniędzy niż klasyczna składka zdrowotna. A gdy już wiemy, z jakich źródeł ma płynąć finansowanie, trzeba sprawdzić, kto według tego planu zapłaci mniej, a kto więcej.
Kto według tego planu zapłaci mniej, a kto więcej
To nie jest reforma neutralna dla wszystkich. Jej sens polityczny polega właśnie na przesunięciu ciężaru z pracy na kapitał i z dochodów ludzkich na produkty oraz firmy, które generują koszty zdrowotne. W wyliczeniach Lewicy najbardziej odczuwają to dziś osoby najlepiej zarabiające, duże spółki i branże związane z alkoholem oraz żywnością wysokoprzetworzoną.
| Grupa | Możliwy efekt | Co to znaczy w praktyce |
|---|---|---|
| Osoby na etacie o niskich dochodach | Niższe obciążenie niż dziś | Lewica twierdzi, że przy pensji minimalnej różnica może wynieść około 200 zł miesięcznie |
| Osoby zarabiające w okolicach mediany | Umiarkowana ulga | Według partyjnych wyliczeń to około 100 zł miesięcznie mniej |
| Mikroprzedsiębiorcy | Większa przewidywalność i brak opłaty w miesiącach bez dochodu | To ważne dla firm o nieregularnych przychodach, bo dziś składka bywa dla nich sztywna i bolesna |
| Duże spółki płacące CIT | Większy udział w finansowaniu zdrowia | Lewica mówi o realnym wzroście obciążenia o 5 punktów procentowych po zastosowaniu tarczy podatkowej |
| Konsumenci alkoholu i żywności wysoko przetworzonej | Wyższe ceny części produktów | To koszt pośredni, ale taki właśnie mechanizm ma ograniczać niezdrową konsumpcję |
W tej konstrukcji widać wyraźną logikę redystrybucyjną. Jeśli ktoś dotąd płacił dużo z samej pracy, ma płacić mniej. Jeśli ktoś korzysta z ulg, skali skomplikowania podatków albo sprzedaje produkty obciążające zdrowie publiczne, ma dołożyć więcej. To uczciwy model z punktu widzenia idei, ale dopiero praktyka pokaże, czy będzie równie sprawny w liczeniu pieniędzy.
Dlaczego partia chce odejść od składki zdrowotnej
Najmocniejszy argument Lewicy nie brzmi: „chcemy nowego podatku”, tylko: „obecny system się wyczerpał”. Partia podkreśla, że składka zdrowotna jest zbyt mocno obciążona ulgami, wyjątkami i corocznym łataniem dziur. W ich ocenie to rozwiązanie nie daje już stabilności, której potrzebuje publiczna ochrona zdrowia.
Z mojego punktu widzenia właśnie tu leży sedno sporu. Sama zmiana formuły finansowania nie uleczy systemu, ale może stworzyć lepsze warunki do leczenia systemu. Jeśli budżet NFZ ma być mniej zależny od doraźnych decyzji i politycznych przepychanek, to przejście na model podatkowy ma sens. Jeśli nie, zostaje tylko nowa etykieta na stary problem.
Co w tym pomyśle jest najważniejsze
Po pierwsze, Lewica chce odciążyć pracę. To znaczy, że finansowanie zdrowia ma w mniejszym stopniu zależeć od samego faktu, że ktoś pracuje na etacie albo prowadzi małą firmę. Po drugie, chce przenieść większą odpowiedzialność na firmy i sektory, które jej zdaniem generują dodatkowe koszty społeczne. Po trzecie, chce, by budżet ochrony zdrowia był bardziej przewidywalny w skali kilku lat, a nie tylko jednego sezonu politycznego.
Po czwarte, w tle jest też myślenie prozdrowotne. Jeśli coś wywołuje więcej chorób dietozależnych albo szkód związanych z alkoholem, to państwo ma prawo pobrać z tego obszaru więcej pieniędzy i skierować je z powrotem do leczenia. To nie jest idea nowa, ale w Polsce wciąż należy do najbardziej spornych.
To prowadzi do najuczciwszego pytania: gdzie taki plan może się potknąć, nawet jeśli brzmi logicznie na papierze?
Gdzie ten plan może się potknąć
Każda duża reforma podatkowo-zdrowotna ma trzy poziomy ryzyka: polityczny, finansowy i wykonawczy. I właśnie na tych trzech poziomach propozycja Lewicy będzie rozstrzygana, a nie na konferencji prasowej.
| Ryzyko | Co może pójść nie tak | Dlaczego to ma znaczenie |
|---|---|---|
| Polityczne | Brak zgody koalicji lub ministra finansów | Bez tego projekt nie przejdzie dalej niż etap deklaracji |
| Fiskalne | Wpływy okażą się niższe niż zakładane | Jeśli konsumenci ograniczą zakupy albo firmy przerzucą koszty, luka może zostać tylko przesunięta |
| Społeczne | Wyższe ceny części produktów będą boleć najmocniej niższe dochody | To może osłabić poparcie dla reformy, nawet jeśli jej logika jest spójna |
| Systemowe | Pieniądze nie przełożą się automatycznie na krótsze kolejki | Bez zmian w organizacji leczenia, kadrach i kontraktowaniu świadczeń większy budżet sam nie wystarczy |
To ostatnie jest moją najważniejszą uwagę redakcyjną. Nawet najlepsze źródło finansowania nie naprawi kolejek, jeśli system dalej będzie źle zarządzany, a pieniądze rozpłyną się w bieżącym łagodzeniu niedoborów. Reforma finansowania musi iść w parze z reformą organizacji leczenia, inaczej publiczność szybko uzna cały projekt za kosztowny, ale mało odczuwalny.
Jest jeszcze jeden twardy punkt odniesienia: obecny system i tak działa pod presją wielomiliardowych braków, więc dyskusja nie toczy się o luksus, tylko o to, jak te braki pokrywać bez dalszego przeciążania pracowników i drobnych firm. Właśnie dlatego Lewica stawia na większy udział podatków i na wydatki sklejone z kosztami zdrowotnymi, a nie na dalsze dorzucanie ciężaru do jednej, już przeciążonej składki.
Co ten model oznacza dla pacjentów i NFZ
Jeśli ten projekt kiedyś wszedłby w życie, pacjent nie zobaczy efektu wyłącznie w tabelce podatkowej. Najbardziej odczuwalne miałyby być trzy rzeczy: większa przewidywalność finansowania, potencjalnie większa liczba kontraktów na świadczenia i lepsze warunki do wzmacniania tych obszarów, które dziś są chronicznie słabe, jak psychiatria, stomatologia czy część ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.
Lewica wiąże to także z bardziej uporządkowanym budżetem ochrony zdrowia. Pojawia się tu pomysł czteroletniego planowania, czyli zabezpieczenia wydatków w cyklu dłuższym niż jedna kampania wyborcza. To akurat ma sens, bo zdrowie nie powinno być rozliczane jak krótkoterminowy projekt polityczny.
Przeczytaj również: Magdalena Biejat: 43 lata. Kim jest kandydatka na prezydenta?
Co mogłoby się poprawić najszybciej
- Finansowanie NFZ byłoby mniej zależne od jednorazowych łatek i politycznych korekt.
- Koszt pracy dla części podatników mógłby spaść, co ma znaczenie zwłaszcza przy niskich i średnich zarobkach.
- Profilaktyka dostałaby mocniejszy sygnał cenowy tam, gdzie dziś państwo zwykle reaguje dopiero po fakcie.
- Planowanie wieloletnie mogłoby pomóc szpitalom i placówkom w sensowniejszym zatrudnianiu oraz zakupach sprzętu.
Jednocześnie nie wolno robić z tego magicznej obietnicy. Sam transfer pieniędzy do NFZ nie skróci kolejek z dnia na dzień, jeśli nie pójdzie za nim lepsze zarządzanie kadrami, prostsze ścieżki pacjenta i rozsądniejsze kontraktowanie świadczeń. Tu właśnie zaczyna się prawdziwa polityka zdrowotna, a nie tylko fiskalna.
Największy spór nie dotyczy samej kwoty, tylko sposobu jej ściągania
Jeśli miałbym sprowadzić tę debatę do jednego zdania, powiedziałbym tak: wszyscy zgadzają się, że zdrowie potrzebuje więcej pieniędzy, ale nie wszyscy zgadzają się, z jakich źródeł te pieniądze mają pochodzić i kto ma ponosić ciężar zmian. Lewica proponuje model bardziej podatkowy, bardziej redystrybucyjny i bardziej „celowany” w produkty oraz firmy, które generują koszty zdrowotne.
To plan odważny, ale też wymagający. Bez twardych wyliczeń, zgody politycznej i zmian organizacyjnych może pozostać tylko dobrze opakowaną deklaracją. Z kolei jeśli zostałby dopracowany i dowieziony, mógłby realnie zmienić sposób, w jaki Polska finansuje publiczną ochronę zdrowia.
W 2026 roku właśnie na tym warto się skupić: ile pieniędzy taki model daje NFZ, komu zmienia rachunek i czy faktycznie poprawia dostęp do leczenia szybciej, niż wywołuje nowy spór o podatki.