Konfederacja buduje przekaz wokół kilku mocnych osi: niższych podatków, mniejszej biurokracji, twardszej polityki migracyjnej i większej suwerenności państwa wobec Brukseli. Za tymi hasłami stoją jednak konkretne propozycje, które w praktyce zmieniają sposób finansowania państwa, działania urzędów, ochrony granic i organizacji usług publicznych. Rozbijam je tu na części, żeby było jasne, co ugrupowanie naprawdę chce zrobić i jakie mogą być skutki takich zmian.
Najważniejsze punkty programu można streścić w kilku zdaniach
- Rdzeń przekazu to niskie i proste podatki, ograniczenie obowiązków dla firm oraz mocne cięcia w biurokracji.
- W polityce migracyjnej partia stawia na limity, ostrzejszą weryfikację i szybsze deportacje osób łamiących prawo.
- W zdrowiu i edukacji Konfederacja chce większej konkurencji, mniej centralizacji i większego wpływu rodziców oraz pacjentów.
- W sprawach obyczajowych zajmuje wyraźnie konserwatywne stanowisko, zwłaszcza w kwestii aborcji i polityki rodzinnej.
- Wobec Unii Europejskiej nacisk kładziony jest na suwerenność, polski złoty i opór wobec dalszego przekazywania kompetencji do Brukseli.
Skąd biorą się postulaty Konfederacji
Najważniejsza rzecz, którą trzeba zrozumieć na starcie, jest prosta: Konfederacja nie jest jednorodną partią, tylko koalicją środowisk wolnościowych, narodowych i konserwatywnych. To dlatego jej program bywa zlepkiem kilku różnych wrażliwości politycznych, ale jednocześnie trzyma się dość spójnego rdzenia: mniej państwa w gospodarce, więcej państwa w kwestii granic i tożsamości.
W oficjalnych materiałach ugrupowanie odwołuje się do programu „Konstytucja Wolności”, zaprezentowanego w 2023 roku. W praktyce jednak w 2026 roku równie ważne jak sam dokument są bieżące projekty ustaw i wystąpienia liderów. To istotne, bo część haseł ma charakter programowy, a część jest już próbą przełożenia programu na konkretne projekty legislacyjne.
| Nurty w Konfederacji | Co akcentują | Jak to widać w postulatách |
|---|---|---|
| Wolnościowy | Niższe podatki, deregulacja, większa swoboda przedsiębiorców | Dobrowolny ZUS, uproszczenie obowiązków dla firm, ograniczenie danin |
| Suwerennościowy | Granice, złoty, ograniczanie wpływu instytucji unijnych | Twarda polityka migracyjna, sprzeciw wobec dalszej centralizacji UE |
| Konserwatywny | Rodzina, obyczajowość, tradycyjne wartości | Krytyka liberalizacji aborcji, ochrona praw rodziców, sprzeciw wobec ideologizacji szkoły |
Ten podział pomaga czytać ich przekaz bez uproszczeń. Gdy już widać, z jakich źródeł biorą się te propozycje, łatwiej ocenić, które z nich są gospodarcze, które ideowe, a które czysto polityczne. Najmocniej widać to właśnie w podatkach i ZUS, więc od tego zacznę.
Podatki i ZUS to rdzeń jej przekazu
Jeśli mam wskazać jeden obszar, w którym postulaty Konfederacji są najbardziej rozpoznawalne, to są nim finanse publiczne. Ugrupowanie od lat powtarza, że państwo pobiera za dużo, wydaje za dużo i zbyt mocno przeszkadza firmom w normalnym działaniu. W praktyce oznacza to żądanie prostszego systemu podatkowego, mniejszej liczby obowiązków i większej swobody w dysponowaniu własnym dochodem.
Co dokładnie chce zmienić
- Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, czyli do poziomu wyraźnie wyższego niż obecne 30 tys. zł.
- Likwidację podatku Belki, czyli opodatkowania zysków kapitałowych, które dla wielu osób jest dziś barierą w oszczędzaniu.
- Dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców, a więc odejście od obowiązkowych składek jako stałego kosztu prowadzenia firmy.
- Ograniczenie nowych obowiązków dla małych i średnich firm, na przykład przez dobrowolność niektórych systemów, takich jak KSeF dla mśp.
Z perspektywy wyborcy brzmi to atrakcyjnie, bo obiecuje więcej pieniędzy w kieszeni i mniej formalności. Z perspektywy państwa oznacza to jednak coś znacznie poważniejszego: mniejsze wpływy do budżetu albo konieczność cięć w wydatkach. I tu pojawia się pytanie, którego Konfederacja nie lubi rozciągać na pierwsze strony swoich haseł - skąd dokładnie wziąć pieniądze, jeśli jednocześnie obniża się podatki i nie rezygnuje z części usług publicznych.
Właśnie dlatego ten pakiet trzeba czytać nie jako pojedynczą obietnicę, ale jako próbę przebudowy modelu państwa. Jeśli ktoś zgadza się z tezą, że fiskus powinien być lżejszy, ten znajdzie tu spójność. Jeśli jednak oczekuje utrzymania wysokiego poziomu usług publicznych bez cięć po drugiej stronie, taki program zaczyna się rozjeżdżać rachunkowo. A gdy mówimy o granicach budżetu, naturalnie przechodzimy do kolejnego filaru, czyli migracji i bezpieczeństwa.
Migracja i granice mają być prowadzone twardą ręką
Drugi mocny filar programu dotyczy polityki migracyjnej. Tutaj Konfederacja mówi najostrzej i najbardziej bezkompromisowo: chce ograniczyć napływ cudzoziemców, uszczelnić procedury, wzmocnić asymilację i szybciej usuwać z kraju osoby łamiące prawo. To właśnie ten obszar najmocniej odróżnia ją od ugrupowań centrowych i liberalnych.
W oficjalnym pakiecie migracyjnym pojawiają się między innymi limity napływu imigrantów, ostrzejsza weryfikacja, ograniczenie preferencji socjalnych dla cudzoziemców, dekoncentracja osiedlania oraz większy nacisk na język polski jako warunek pełniejszego funkcjonowania w Polsce. W praktyce chodzi więc nie tylko o kontrolę granicy, ale też o to, kto i na jakich zasadach może korzystać z polskich instytucji.
| Postulat | Co oznacza w praktyce | Możliwy skutek |
|---|---|---|
| Limity napływu | Państwo ustala twardszą kontrolę liczby i źródeł napływu migrantów | Mniejsza elastyczność dla rynku pracy, większa kontrola polityczna |
| Ostrzejsza weryfikacja | Więcej sprawdzeń i mniej uproszczonych ścieżek pobytowych | Dłuższe procedury, ale większa selekcja |
| Natychmiastowe deportacje dla łamiących prawo | Szybsze usuwanie z kraju osób nielegalnie zatrudnionych lub skazanych | Silniejszy efekt odstraszający, ale też większe ryzyko sporów prawnych |
| Presja integracyjna | Wymóg szybszej nauki języka i większej asymilacji | Wyższa spójność kulturowa, ale większa bariera wejścia dla przyjezdnych |
Tu widać bardzo wyraźny kompromis, który często ginie w politycznych sloganach. Takie rozwiązania odpowiadają wyborcom obawiającym się chaosu migracyjnego i przeciążenia usług publicznych, ale jednocześnie mogą utrudniać zasilanie rynku pracy w sektorach, które od lat korzystają z cudzoziemców. Nie bez znaczenia jest też spór o zgodność części rozwiązań z prawem unijnym i międzynarodowym. Z tej perspektywy bezpieczeństwo granic jest tylko jednym z elementów szerszej układanki, bo podobną logikę Konfederacja chce przenieść także na zdrowie i edukację.
Zdrowie i edukacja mają działać bardziej konkurencyjnie
W ochronie zdrowia Konfederacja odchodzi od modelu silnie scentralizowanego. W 2026 roku ugrupowanie znów mówi o demonopolizacji, konkurencji między ubezpieczalniami, deregulacji i przenoszeniu części obowiązków administracyjnych z lekarza na asystentów lub koordynatorów. Brzmi to technicznie, ale przekaz jest prosty: mniej państwowego monopolu, więcej rywalizacji i więcej czasu lekarza przy pacjencie, a mniej przy papierach.
To podejście może działać tam, gdzie problemem jest sztywność systemu i kolejki. Nie ma jednak cudów: jeśli konkurencja ma realnie poprawić jakość, trzeba bardzo precyzyjnie ustawić reguły gry, żeby nie skończyło się na wybieraniu najzdrowszych pacjentów i przerzucaniu kosztów na system publiczny. W praktyce każda reforma zdrowia rozbija się właśnie o ten detal, a nie o same hasła.
Co Konfederacja chce zrobić w zdrowiu
- Ograniczyć dominację jednego publicznego płatnika.
- Wprowadzić większą konkurencję między ubezpieczycielami.
- Zmniejszyć liczbę zbędnych przepisów i obowiązków administracyjnych.
- Przesunąć część formalności z lekarza na personel pomocniczy.
W edukacji logika jest podobna, choć akcenty są trochę inne. Konfederacja od lat promuje bon edukacyjny, czyli model, w którym środki idą za uczniem, a rodzice mają większą swobodę wyboru szkoły. To w praktyce oznacza większą konkurencję między placówkami, większą różnorodność ofert i mocniejszą pozycję rodziców wobec systemu.
Ten pomysł ma jedną oczywistą zaletę: daje rodzinom więcej wpływu. Ma też jednak wyraźne ryzyko, które trzeba nazwać wprost: jeśli szkoły startują z bardzo różnych poziomów, sam bon nie wyrówna wszystkiego automatycznie. W dobrze poukładanym systemie może poprawić jakość. W źle zaprojektowanym może tylko pogłębić różnice między lepszymi i słabszymi placówkami. Z edukacji i zdrowia już tylko krok do spraw rodzinnych i obyczajowych, gdzie Konfederacja pokazuje swoją najbardziej konserwatywną twarz.
Rodzina i obyczajowość pozostają wyraźnie konserwatywne
W sprawach rodzinnych i obyczajowych Konfederacja nie gra na kompromis, tylko na wyraźne rozróżnienie między swoim stanowiskiem a linią liberalną. Widać to szczególnie w podejściu do aborcji, ale też w narracji o roli rodziny, prawach rodziców i ochronie dzieci przed tym, co ugrupowanie nazywa ideologizacją szkoły. Dla jednych będzie to atut, dla innych bariera nie do przejścia.
W praktyce ten blok postulatów sprowadza się do trzech rzeczy. Po pierwsze, do sprzeciwu wobec rozszerzania prawa do aborcji. Po drugie, do krytyki dużych transferów socjalnych, jeśli mają zastępować obniżki podatków i wzrost dochodów z pracy. Po trzecie, do większego nacisku na prawa rodziców, w tym w sprawach kontaktów z dziećmi i sporów rodzinnych.
- Aborcja jest traktowana jako kwestia moralna, a nie obszar do liberalizacji.
- Rodzina ma być wspierana raczej przez niższe obciążenia niż przez rozbudowane programy socjalne.
- Prawa rodziców mają być silniej chronione w sporach rodzinnych i sądowych.
- Szkoła ma przekazywać wiedzę, a nie prowadzić wychowawczą rewolucję światopoglądową.
To właśnie ten obszar pokazuje, że Konfederacja nie jest tylko partią podatkową. Jej program łączy wolnorynkowość z bardzo twardym konserwatyzmem moralnym. Dla wyborcy to ważna informacja, bo oznacza, że można zgadzać się z jej pomysłami gospodarczymi i jednocześnie odrzucać część postulatów społecznych. A skoro mowa o suwerenności i sporach o model państwa, naturalnie trzeba jeszcze przejść do relacji z Unią Europejską.
Unia Europejska i złoty są dla niej sprawą suwerenności
W relacji do Unii Europejskiej Konfederacja jest jedną z najbardziej eurosceptycznych sił w polskim Sejmie. Jej przekaz nie brzmi: „naprawmy Unię”, tylko raczej: „zatrzymajmy dalsze oddawanie kompetencji do Brukseli”. To przekłada się na obronę polskiego złotego, sprzeciw wobec wspólnego długu, nieufność wobec coraz większej biurokracji oraz krytykę unijnych ingerencji w politykę krajową.
W praktyce taka linia oznaczałaby ostre starcie z częścią obecnej architektury integracji europejskiej. Konfederacja widzi Unię przede wszystkim jako związek państw, a nie projekt prowadzący do coraz głębszej federalizacji. To ważne, bo w jej narracji walka o suwerenność nie jest dodatkiem do programu, tylko jednym z głównych powodów jego istnienia.
Przeczytaj również: Mentzen jakie książki poleca, które zmienią twoje myślenie o ekonomii
Co wynika z tego podejścia
- Silniejszy sprzeciw wobec przekazywania kolejnych kompetencji na poziom unijny.
- Obrona złotego jako symbolu i narzędzia niezależności gospodarczej.
- Niechęć do unijnych regulacji, które partia uznaje za kosztowne lub ideologiczne.
- Większa gotowość do konfliktu z Brukselą, jeśli uzna się to za konieczne.
To stanowisko jest spójne, ale ma swoją cenę. Im mocniej partia podkreśla suwerenność, tym częściej musi odpowiadać na pytanie, jak wyobraża sobie realne funkcjonowanie Polski w ramach obecnych reguł unijnych i gospodarczych. I właśnie dlatego ostatnia rzecz, na którą patrzę, to nie same hasła, lecz ich wykonalność w praktyce.
Na co zwrócić uwagę, oceniając te postulaty
Gdy patrzę na postulaty Konfederacji bez emocji, widzę przede wszystkim bardzo czytelny test ideowy: mniej państwa w gospodarce, mniej otwartości w migracji, mniej centralizacji w Unii i więcej konserwatyzmu w sprawach społecznych. To program wyraźny, nawet jeśli nie każdy jego element da się łatwo przełożyć na ustawę bez kosztów ubocznych.
- Jeśli słyszysz o niższych podatkach, zawsze pytaj, co zostanie obcięte po drugiej stronie.
- Jeśli słyszysz o twardej migracji, sprawdzaj, jak ma działać rynek pracy i procedury prawne.
- Jeśli słyszysz o reformie zdrowia, pytaj o dostępność świadczeń, a nie tylko o konkurencję na papierze.
- Jeśli słyszysz o większej suwerenności, warto sprawdzić, gdzie kończy się retoryka, a zaczyna realny plan działania.
- Jeśli chodzi o rodzinę i obyczaje, trzeba pamiętać, że to nie jest ugrupowanie szukające kompromisu, tylko jednoznacznego kursu.
Najuczciwiej czytać ten program jako ofertę dla wyborców, którzy chcą państwa bardziej odchudzonego fiskalnie, bardziej restrykcyjnego wobec migracji i bardziej konserwatywnego światopoglądowo. To zestaw spójny, ale wymagający kosztownych decyzji i jasnych odpowiedzi na pytanie, co w jego miejsce miałoby działać lepiej niż dziś. W tym właśnie tkwi najważniejsza wartość tych postulatów i jednocześnie ich największe ryzyko.