Odpowiedź na pytanie, jak rządy Zjednoczonej Prawicy wpłynęły na samorządy, nie jest jednowymiarowa: z jednej strony lokalne budżety dostały mocne wsparcie inwestycyjne, z drugiej ich własne dochody stały się mniej przewidywalne i bardziej zależne od centrum. Najmocniej odczuły to duże miasta, ale skutki dotknęły też gminy, powiaty i województwa, tylko w różnym stopniu. Poniżej rozkładam ten okres na konkretne mechanizmy: finanse, sposób podziału środków, inwestycje i realne konsekwencje dla samorządowej autonomii.
Najważniejsze rzeczy, które warto zapamiętać
- Reformy podatkowe z lat 2019-2022 osłabiły przewidywalność dochodów własnych JST.
- Coraz większą rolę zaczęły odgrywać dotacje i fundusze przyznawane z poziomu rządu.
- Samorządy dostawały więcej pieniędzy na inwestycje, ale często kosztem mniejszej niezależności.
- Duże miasta odczuły zmiany mocniej niż wiele mniejszych gmin, a powiaty pozostały najbardziej zależne od transferów.
- Po 2024 r. zaczęto przebudowywać system finansowania, co pokazuje skalę wcześniejszego problemu.
Najpierw pieniądze, potem zależność od centrum
Najkrócej rzecz ujmując, okres rządów PiS i całej Zjednoczonej Prawicy przesunął ciężar z dochodów własnych na środki transferowe. To nie musiało oznaczać biedy w każdym budżecie, ale oznaczało coś ważniejszego: mniejszą samodzielność w planowaniu i większą zależność od decyzji Warszawy.
W praktyce samorząd, który nie wie z dużym wyprzedzeniem, ile pieniędzy dostanie i z jakiego źródła, nie układa wieloletnich planów z taką swobodą jak wcześniej. Dlatego ten okres zapisał się nie tylko jako czas nowych programów, ale też jako moment wyraźnego przesunięcia akcentu z autonomii na finansowanie sterowane z centrum.
| Mechanizm | Co się zmieniło | Praktyczny skutek |
|---|---|---|
| Zmiany podatkowe | Obniżki PIT, ulgi i zwolnienia zmniejszyły stabilność wpływów z udziałów podatkowych | Samorządom trudniej było przewidywać swoje dochody własne |
| Dotacje i subwencje | Większa część pieniędzy zaczęła płynąć przez transfery z budżetu państwa | Rosła zależność od decyzji rządu, a nie od lokalnej bazy podatkowej |
| Fundusze celowe | Pojawiły się dodatkowe programy inwestycyjne rozdzielane poza klasycznym systemem dochodów | Więcej inwestycji, ale mniej przewidywalności i więcej polityki w tle |
NIK oceniła ten proces bardzo ostro: wskazywała na uszczuplenie dochodów własnych samorządów oraz na to, że zmiany podatkowe uderzyły w ich zdolność planowania i inwestowania. Żeby zrozumieć, dlaczego to było tak odczuwalne, trzeba zejść poziom niżej i spojrzeć na samą strukturę dochodów lokalnych.
Finanse lokalne stały się mniej przewidywalne
Tu widać sedno problemu. W latach 2018-2023 realne dochody ogółem JST wzrosły z 208 do 241 mld zł, ale realne dochody własne praktycznie stanęły w miejscu: 122,1 mld zł wobec 120,5 mld zł. Jednocześnie dochody transferowe urosły z 85,9 do 120,5 mld zł. To oznacza, że samorządy nie tyle wzmocniły swoją niezależność, ile coraz mocniej opierały się na pieniądzu przychodzącym z zewnątrz.
W nominalnych danych widać jeszcze jeden ważny sygnał: wpływy z PIT rosły, ale pozostałe dochody własne spadały z 50,9 mld zł do 37,1 mld zł. W praktyce samorządy coraz częściej musiały łatać budżety pieniędzmi, na które nie miały pełnego wpływu. A gdy od 2022 r. dochody z PIT i CIT zaczęto naliczać na podstawie prognoz, a nie rzeczywistych wpływów, lokalny budżet stał się mniej czytelny nawet dla dobrze zorganizowanych urzędów.
To dlatego wiele władz lokalnych zaczęło mówić nie tyle o kryzysie dochodów, ile o kryzysie przewidywalności. I właśnie ta zmiana otworzyła drogę do bardziej uznaniowego finansowania.
Uznaniowe fundusze zastąpiły część stałych dochodów
Równolegle do osłabiania klasycznych dochodów własnych pojawił się drugi mechanizm: szeroki strumień pieniędzy z programów specjalnych. W latach 2021-2023 rozwiązania dotyczące podziału blisko 35 mld zł miały charakter tymczasowy, niespójny i uznaniowy, a dodatkowe wsparcie często pojawiało się dopiero w trakcie roku budżetowego, czasem w ostatnich miesiącach.
To jest ważniejsze, niż brzmi. Dla mieszkańca liczy się nowa droga czy szkoła, ale dla samorządu liczy się też to, czy pieniądze są przewidywalne i czy można je wpisać w wieloletni plan. Gdy finansowanie zależy od konkursu, harmonogramu naboru albo rozmowy z administracją rządową, samorząd traci część sprawczości. Zyskuje projekt, traci model.
- Plus - szybciej można było uruchomić inwestycje, które w klasycznym budżecie czekałyby latami.
- Minus - środki nie były rozdzielane w sposób równie przewidywalny dla wszystkich JST.
- Skutek uboczny - samorządy zaczęły mocniej zabiegać o środki centralne zamiast polegać wyłącznie na własnych dochodach.
W praktyce to przesunięcie zmieniło język lokalnej polityki: mniej było mowy o autonomii, więcej o wnioskach, naborach i negocjacjach z administracją rządową. To z kolei najlepiej widać na inwestycjach.
Inwestycje były szybciej widoczne niż autonomia
Nie mam wątpliwości, że ten okres nie był wyłącznie negatywny. Dla wielu gmin i miast rządowe fundusze oznaczały drogi, kanalizację, szkoły, hale sportowe i remonty, na które wcześniej trudno było znaleźć pieniądze. Problem w tym, że ten zastrzyk kapitału nie był równoznaczny z odbudową niezależności finansowej.
| Co zyskały samorządy | Co straciły |
|---|---|
| Szybsze finansowanie części inwestycji | Stabilność długofalowego planowania |
| Większą skalę projektów infrastrukturalnych | Pełną kontrolę nad źródłem i tempem finansowania |
| Widoczne efekty polityczne i inwestycyjne | Więcej wolności w ustalaniu lokalnych priorytetów |
Najlepiej tłumaczy to jedno zdanie: samorządy dostały więcej projektów, ale niekoniecznie więcej wolności. To szczególnie mocno odczuły duże miasta, które - jak wskazywała NIK - znalazły się w gorszej sytuacji po zmianach podatkowych i dodatkowo nie zawsze dostawały proporcjonalny udział w rządowym wsparciu. Dlatego część prezydentów miast krytykowała nie sam fakt inwestowania przez państwo, tylko sposób dystrybucji pieniędzy.
Jeśli ktoś pamięta tylko nowe fontanny, obwodnice czy place zabaw, łatwo przeoczy sedno. Prawdziwe pytanie brzmi: kto decydował o kolejności, skali i źródle finansowania? I tu odpowiedź była już mniej komfortowa dla lokalnych władz.
Skutki zależały od typu samorządu
Nie każdy samorząd odczuł te zmiany tak samo. Według GUS w 2024 r. udział dotacji i subwencji w dochodach ogółem wyniósł 66,0% w powiatach, 54,3% w gminach, 38,9% w miastach na prawach powiatu i 38,2% w województwach. To pokazuje prostą rzecz: im niższy poziom samorządu, tym zwykle większa zależność od budżetu państwa.
| Typ JST | Co czuł najmocniej | Dlaczego to ważne |
|---|---|---|
| Powiaty | Największą zależność od transferów | Mniej własnych narzędzi, więcej zadań i mało elastyczny budżet |
| Gminy wiejskie | Mocniejszy udział subwencji i dotacji | Łatwiej dostać wsparcie, trudniej budować trwałą samodzielność |
| Miasta na prawach powiatu | Silniejsze skutki zmian PIT i programów rządowych | Duże budżety, ale też duże wahania i większa ekspozycja na politykę centralną |
| Województwa | Duży udział CIT w dochodach własnych | Zależność od koniunktury gospodarczej i konstrukcji udziałów podatkowych |
Ta różnica ma znaczenie praktyczne. Wójt ma inne problemy niż prezydent dużego miasta, a starosta inne niż marszałek województwa. Ale wspólny mianownik jest jeden: kiedy centrum przejmuje większą część finansowego steru, lokalna polityka staje się mniej samodzielna, nawet jeśli formalnie kompetencje pozostają na miejscu.
To prowadzi do ostatniego pytania, które moim zdaniem jest najuczciwsze: co z tego okresu zostaje na dłużej i jak czytać go dziś, już po zmianie władzy centralnej?
Co ten okres mówi o samorządach w 2026 roku
Najważniejsza lekcja jest prosta: samorządu nie ocenia się po liczbie przeciętych wstęg, tylko po tym, ile ma własnych, przewidywalnych pieniędzy. Rządy Zjednoczonej Prawicy poprawiły widoczność inwestycji, ale jednocześnie osłabiły komfort planowania i zwiększyły zależność lokalnych władz od decyzji centralnych.
To, że po 2024 r. trzeba było przebudowywać system dochodów JST, samo mówi, jak głęboki był wcześniejszy problem. Jeśli chce się uczciwie ocenić tamten okres, trzeba patrzeć jednocześnie na dwa rachunki: na asfalt, szkoły i hale oraz na to, ile swobody zostało w samych budżetach.
- Jeśli patrzysz na budżet samorządu, zwracaj uwagę nie tylko na wysokość dochodów, ale też na ich stabilność i źródło.
- Jeśli oceniasz programy rządowe, pytaj, czy są stałym elementem systemu, czy tylko doraźnym zastrzykiem pieniędzy.
- Jeśli porównujesz gminy i miasta, pamiętaj, że ta sama reforma może inaczej działać na powiat, a inaczej na metropolię.
W tym sensie odpowiedź na pytanie o wpływ rządów PiS na samorządy nie brzmi ani „same sukcesy”, ani „same straty”. To był okres, w którym lokalne wspólnoty dostały więcej pieniędzy do wydania, ale mniej finansowej pewności. I właśnie ta różnica najlepiej tłumaczy, dlaczego temat wraca dziś tak często w debacie publicznej.
